Dlaczego po 80 latach od wojny wciąż nie możemy odnaleźć zaginionych?

Zrzut ekranu z artykułu z portalu interia.pl dotyczący zaginionych w trakcie II wojny światowej bliskich

6-7 tysięcy zgłoszeń rocznie. Sto odpowiedzi.

Takie liczby podaje Katarzyna Kubicius, kierowniczka Krajowego Biura Informacji i Poszukiwań Polskiego Czerwonego Krzyża, w wywiadzie dla Tygodnika Interii. Osiemdziesiąt lat po zakończeniu II wojny światowej poszukiwania zaginionych wciąż trwają — tysiące rodzin nie wiedzą co stało się z ich bliskimi i zgłaszają się po pomoc do instytucji, która te poszukiwania prowadzi zawodowo.

Przeczytałem ten wywiad uważnie. Nie dlatego że jest wzruszający – choć jest. Dlatego że w każdym akapicie rozpoznaję dokładnie te same mechanizmy, o których piszę na swojej stronie.

„Kreatywny archiwista” — znajomy problem

Pada w wywiadzie zdanie, które warto zapamiętać:

„Można po prostu sprawdzić podstawowe dane i stwierdzić: przepraszamy, nic nie mamy. A można bardzo wgłębić się w poszukiwania.”

To jest sedno całej różnicy między szukaniem a znajdowaniem.

Pisałem o tym przy okazji Google Dorkingu w genealogii — standardowa wyszukiwarka działa jak bibliotekarz który sprawdza tylko okładki i spisy treści. Bazy danych są podobne: możesz wpisać nazwisko i dostać zero wyników, albo możesz zacząć myśleć o tym, co jeszcze wiesz o tej osobie i gdzie ta wiedza mogła zostawić ślad.

PCK robi dokładnie to drugie. Kiedy szukali zaginionej dziewczynki z Wrocławia ewakuowanej ze szpitala w 1945 roku, nie zatrzymali się na braku nazwiska w oczywistych bazach. Sprawdzili dokumenty ochronek, domów dziecka, rejestry adopcji tymczasowych. Znaleźli jedną kartę — i to wystarczyło.

Klasyczny IDINT

W nomenklaturze wywiadowczej to budowanie profilu IDINT: zamiast szukać nazwiska, szukasz unikalnej kombinacji atrybutów — daty urodzenia, miejsca, okoliczności — która wskazuje na konkretną osobę. Opisywałem tę metodę przy śledztwie dotyczącym Władysława Zielińskiego, gdzie 304 wyniki w bazie Straty.pl dla jednego nazwiska sprowadzały się do jednej osoby po skrzyżowaniu z innymi danymi.

Czarna dziura warszawskich archiwów

Dla wielu szukających odpowiedź na pytanie „dlaczego PCK nic nie wie o mojej rodzinie z Warszawy” brzmi jak wymówka. Po przeczytaniu wywiadu już tak nie brzmi.

Wszystkie dokumenty zgromadzone przez warszawskie biuro PCK od momentu założenia instytucji do sierpnia 1944 roku spłonęły w Powstaniu Warszawskim. Przepadły kartoteki poszukiwań z I wojny światowej, dokumenty z getta, sprawy wywiezionych na roboty. Ocalało to, co wytworzono poza Warszawą – między innymi prawie 400 tysięcy kart z oddziału krakowskiego.

To tłumaczy coś konkretnego: jeśli szukasz kogoś zaginionego w Warszawie w czasie Powstania lub wcześniej, PCK nie jest pierwszym miejscem do którego powinieneś pisać, gdyż instytucja po prostu nie ma czego szukać. Najpierw musisz wykonać własną kwerendę w ocalałych aktach parafialnych, cywilnych i wojskowych. Dopiero z gotowym materiałem ma sens kontakt z biurem poszukiwań. Pisałem o tym krok po kroku w przewodniku szukania zaginionych z Powstania Warszawskiego.

Oryginały, nie odpisy

Jeden fragment wywiadu potwierdza coś, o czym przekonałem się empirycznie:

„Na oryginałach aktów urodzenia, aktów małżeństwa jest wiele cennych, odręcznych zapisków. Dla nas są one bezcenne. Nie ma ich na wydrukach, odpisach, które dostajemy normalnie w urzędzie.”

W śledztwie dotyczącym Władysława Zielińskiego dotarcie do skanu oryginalnego aktu ślubu z 1943 roku dało mi to czego nie było w żadnej bazie: własnoręczny podpis, zawód, dokładny adres. Ten adres okazał się krytyczny dla określenia co działo się z tą osobą w sierpniu 1944 roku. Cyfrowy indeks mówił że dana osoba istniała. Oryginał mówił kim była.

To nie jest przypadkowa zbieżność metod. PCK i badacz genealogiczny rozwiązują ten sam problem tymi samymi narzędziami. Jedyne co ich różni to tylko skala i zasoby instytucjonalne.

Zanim napiszesz do PCK

Wywiad przynosi też informację praktyczną dla każdego kto prowadzi poszukiwania zaginionych z II wojny i nie wie od czego zacząć.

PCK prowadzi poszukiwania wyłącznie dla osób mieszkających w Polsce. Jeśli jesteś Polonią za granicą — zgłaszasz się do Biura Poszukiwań Czerwonego Krzyża w swoim kraju (program Restoring Family Links). Poszukiwania zazwyczaj zaczynają się od Arolsen Archives, czyli Międzynarodowego Centrum Prześladowań Nazistowskich, oraz baz takich jak Straty.pl.

Jedną z ważnych rzeczy, którą możesz zrobić, zanim wyślesz jakikolwiek wniosek – i która zwiększa szanse powodzenia.

Zbierz relacje od najstarszych członków rodziny, zanim odejdą. Odszukaj oryginały dokumentów, nie tylko odpisy. Ustal dokładne daty, zawody, adresy. Sprawdź sam w Straty.pl, Genetece, bazach IPN. Przyjdź do PCK z gotowym profilem osoby, nie tylko z nazwiskiem.

Kierowniczka biura mówi wprost: rodziny często mają kluczowe informacje, ale nie mają świadomości, że mogą być pomocne. Archiwista pracujący z dobrze przygotowanym zgłoszeniem ma realnie większe szanse niż archiwista, który dostaje samo imię i nazwisko.


Czy archiwista to detektyw?

„Często się śmiejemy, że to detektywistyczna praca” – mówi Katarzyna Kubicius.

Ja już wiem, że tak jest. I założę się, że nikt w tym biurze nie używa słowa „OSINT” — ale to dokładnie to robią. Triangulacja atrybutów zamiast szukania nazwiska, schodzenie do oryginału zamiast odpisu, szukanie w rejestrach adopcji kiedy baza nazwisk milczy. Metoda nie potrzebuje nazwy żeby działać.

Poszukiwania zaginionych zaczynają się przy stole

Kubicius wspomina że rodziny często mają ważne informacje, nie wiedząc o tym. To zdanie warto wziąć dosłownie. Nie chodzi o dokumenty – chodzi o to co babcia pamięta przy herbacie. Że „pojechał gdzieś na południe”. czy też „podobno był na robotach”. albo „zmienił nazwisko po wojnie, bo coś tam”. Takie zdania brzmią jak rodzinne mity, nie jak materiał dowodowy.

Ale jedno takie zdanie może zawęzić poszukiwania z całej Polski do jednego województwa. Może potwierdzić hipotezę albo ją wyrzucić. Może być tym jednym szczegółem który odróżnia właściwą osobę od trzystu innych o tym samym nazwisku w bazie.

Zanim napiszesz do PCK – nagraj rozmowę z najstarszą osobą w rodzinie. Niekoniecznie wiesz jeszcze co z tego będzie ważne.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

trzynaście − 2 =